Samsung vs. Apple – kto wygra starcie tytanów? 0
Samsung vs. Apple – kto wygra starcie tytanów?

Świat nowych technologii co jakiś czas przeżywa wojny konkurujących ze sobą o klienta marek. Raczej nie budzą większych emocji; procesy patentowe nie należą do najciekawszych widowisk i niecodzienną sytuacją jest śledzenie ich na bieżąco, z komentowaniem każdego pomniejszego zwrotu akcji. 

A właśnie taka sytuacja miała miejsce, gdy w kwietniu 2011 roku Apple rozsyłał pozwy o naruszenie ich patentów przez Samsunga. Rozpoczęła się wojna, która miała zdefiniować następną dekadę rozwoju urządzeń mobilnych.

MIŁE ZŁEGO POCZĄTKI

Co spowodowało, że żyjący jeszcze wówczas Steve Jobs był tak zawzięty na Samsunga? Legendarny projektant komputerowy poczuł się osobiście dotknięty “zdradą” ze strony koreańskiej firmy. 

Od 2005 bowiem Samsung sprzedawał Apple swoje innowacyjne rozwiązania, przyczyniając się wydatnie do masowej popularności kolejnych przełamujących schematy produktów z nadgryzionym jabłuszkiem.

Jobs i jego ludzie ochoczo patentowali, co tylko się dało. Cel był prosty: wmówienie całemu światu, że to Apple odpowiada za całość designu ówczesnych smartfonów i tabletów; miało to dotyczyć użytych w nich funkcjonalności, wzornictwa sprzętu, a nawet specyficznego kształtu ikonek. 

Kiedy w 2009 Samsung wypuścił swoje pierwsze smartfony – nawiasem mówiąc, dość mocno “inspirowane” wyglądem iPhone’ów, Jobs był wściekły. Apple było gotowe dochodzić swoich praw w sądzie. I to w niejednym, bowiem procesy rozpoczęte w 2011 roku toczyły się równolegle w krajach rozsianych po całym świecie.

Logo Apple na sklepie należącym do marki.

KOMU KIBICOWAĆ?

Sympatia publiki była podzielona. Apple miało swoich “fanboyów”, zagorzałych zwolenników pomysłów marki, dla których Samsung był mało znaczącą żmiją wyhodowaną na własnej piersi – jedną z wielu pomniejszych marek usiłujących nawiązać do sukcesu pierwszych iPhone’ów.

Z drugiej strony, istniało też spore grono ludzi, którzy postrzegali Apple jako bezdusznego monopolistę; korporacyjnego molocha, który w pretensjonalny sposób próbuje pozować na romantycznego wizjonera.

W początkowej fazie technologicznej wojny, Samsung nie mógł się równać z gigantyczną korporacją z Cupertino; choć sam również był korporacją i posiadał zasoby, by w dłuższym biegu móc nawiązać w miarę równą walkę.

Najpierw jednak należało się pozbyć konkurencji, która także wykorzystywała stworzony przez Google system Android, na jakim operowały smartfony Samsunga. 

Spór konsumentów na linii iOS-Android był dość zażarty, a oba systemy posiadały grono oddanych obrońców, gotowych wytykać niedociągnięcia konkurenta. 

Samsung chciał być reprezentantem Androida, co jeszcze bardziej miało odróżniać jego telefony od urządzeń Apple. Był jednak jeden szkopuł: dla użytkowników był po prostu jedną z wielu pomniejszych marek, za którą nie stała żadna historia, ani, co jeszcze gorsze, żadna wizja.

NIEDOJEDZONY ROŻEK ZA SMARTFONA

Samsung włożył ogromne pieniądze w działania marketingowe, mające przełamać beznadziejny wizerunek marki – zwłaszcza w USA. 

Smartfony Samsung.

“Beznadziejny” wydaje się zbyt mocnym określeniem? Najlepiej “renomę” brandu potwierdził eksperyment społeczny, przeprowadzony przez wynajętych przez Samsunga specjalistów od marketingu. Pewnego dnia wyruszyli na ulice Nowego Jorku z dwiema torbami.

W jednej znajdowały się telefony Apple, w drugiej – Samsunga. Marketerzy z agencji pytali napotkanych przechodniów, co daliby za nowego iPhone’a, który jeszcze nie wszedł do sprzedaży. Odpowiedzi? Swój samochód, tysiące dolarów, czy nawet… własną siostrę. 

Dla porównania, za nowego Samsunga Galaxy ludzie proponowali 5 dolarów lub niedojedzonego loda w rożku.

Na polu działań wizerunkowych wciąż dużo było do zrobienia, ale wkrótce nastąpił przełom, dzięki któremu Samsung zdołał się przedstawić jako wartościowa alternatywa dla Apple.

Sytuację zmieniła ta reklama, która w karykaturalny sposób zilustrowała mindset zadeklarowanych zwolenników urządzeń z literką “i” na początku nazwy i przedstawiła Samsunga jako godną alternatywę:

Był to pierwszy wyłom, a potem już poszło z górki. 

KONKURENCJA ZOSTAŁA W TYLE

Sytuacja stopniowo zaczęła zmierzać w pożądanym przez Samsunga kierunku. Wszyscy konsumenci, którzy stali w opozycji do Apple, nagle ujrzeli w firmie z Korei Południowej swojego reprezentanta.

Telefony Samsunga coraz częściej zbierały entuzjastyczne recenzje i zaczęły być postrzegane jako sprzęt będący na równi z tym produkowanym przez Apple. A w niektórych aspektach nawet firmę z jabłkiem w logo wyprzedzał.

Choć pierwsze smartfony koreańczyków rzeczywiście kopiowały rozwiązania znane z iPhone’ów, późniejsze modele już wyraźnie od nich odstawały. Samsung pozbył się łatki “copycata” i sam zaczął się kreować na wizjonera.

Najpierw jednak musiał przełknąć gorzką pigułkę.

Już w 2012 sąd federalny w Kalifornii, mimo licznych kontrowersji towarzyszących procesowi, potwierdził winę Samsunga i zasądził wypłatę odszkodowania. O jej wysokość spór toczył się przez… sześć kolejnych lat. 

Ostatecznie zakończył się ugodą w połowie 2018 roku, na mocy której Apple otrzymało od konkurenta 539 milionów dolarów.

Co znamienne: pełnoprawnego konkurenta. Cała reszta stawki została w tyle i na czele zostały już tylko dwie gigantyczne firmy, zmagające się ze sobą o serca klientów… 

Ale czy tak jest naprawdę?

iPhone produkowany przez firmę Apple.

GDZIE DWÓCH SIĘ BIJE, TAM RESZTA ZARABIA

Apple od momentu premiery swoich pierwszych iPhone’ów pozycjonowało się jako lider rewolucji technologicznej, a Samsung chętnie do tego tytułu nawiązywał. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że rywalizacja tych dwóch marek dotyczy głównie segmentu telefonów premium.

Tymczasem, choć smartfona obecnie chce mieć niemal każdy mieszkaniec planety, nie każdy poczuwa się do wydawania na niego pieniędzy, za które można kupić porządnej klasy komputer. 

Tanie smartfony (a w każdym razie tańsze od flagowców Apple i Samsunga) szturmem zaczęły podbijać rynek, sprawiając przy tym, że dwaj wojujący ze sobą od lat giganci nie wyglądają już na takich mocnych pod kątem sprzedaży, czy wręcz popularności ich sprzętu.

Żeby nie być gołosłownym, według opublikowanego na łamach serwisu Interia Mobtech zestawienia, w pierwszym kwartale 2020 roku Samsung wciąż pozostawał na topie w naszym kraju, czując jednak na karku oddech Xiaomi, które dynamicznie pnie się w górę i wyprzedziło inną lubianą przez Polaków markę, czyli Huawei. Apple uplasowało się dopiero na czwartym miejscu.

Kiedy mowa o całej Europie na początku 2020, liderem wciąż jest Samsung, a gonią go odpowiednio: Huawei, Apple, Xiaomi i nowy gracz na rynku, Oppo.

Smartfon Oppo, nowej marki z Chin.

Wyniki te, prezentowane po latach napędzającej promocję Samsunga i Apple sądowej batalii, mogą być dla włodarzy obu marek nieco niepokojące. 

Okazuje się bowiem, że rynku nie tylko nie zdominowali, ale ich pozycja jest notorycznie podważana przez nowe brandy, pochodzące głównie z Chin, które błyskawicznie nadrabiają straty i walczą o czołowe wpływy ze sprzedaży nowych telefonów.

KOLEJNY ROZDZIAŁ SMARTFONOWEJ WOJNY?

Ile zostanie z tego duopolu w najbliższej przyszłości i jak długo Samsung oraz Apple będą w stanie bronić pozycji liderów w dziedzinie technologicznych innowacji? 

Przekonamy się już niebawem, bo smartfonowa wojna o portfele klientów nie znosi przestoju: sytuacja jest dynamiczna i może się zmienić w mgnieniu oka. 

Jednak niezależnie od brandu, który ostatecznie wyląduje na topie, prawdziwymi zwycięzcami będą klienci, wyposażeni w sprzęt, który z każdym kolejnym innowacyjnym modelem jeszcze bardziej ułatwi im codzienną pracę i umili czas wolny. I tego się trzymajmy.

Komentarze do wpisu (0)

Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl